~*~ 12 grudzień 1995 rok ~*~
Mroczne miasto było dziś całkowicie opustoszałe. Panowała grobowa cisza, jakby sama bała się odezwać i zostać przy tym ukarana. Nikt nie przechadzał się poniszczonym, szarym chodnikiem ani żadne dzieci nie biegały wesołe za piłką na pobliskim boisku z zardzewiałymi obręczami kosza do koszykówki. Były również rozpadające się budynki za czasów wojny niewerbalnie wołając o odnowienie. Panowało milczenie. Tylko czarne, skaczące kruki na drzewie, i biegające w tę i we w tę szczury robiły mały hałas w okolicy. Jednak poza tym, wszystko jakby umarło. Parę tutejszych mieszkańców siedziało już dawno w domach, nigdy nie odważali się wychodzić o tej porze, mimo to, że był dopiero wczesny wieczór. Zbyt wiele dziwnych rzeczy działo się na ulicy by móc normalnie wyjść i żyć beztrosko. Albo trzeba było się dostosować, albo wyjechać. Wybór był dla niektórych oczywisty. Zawsze wyjeżdżali. Ale nie Oni. Wysoki, tęgo zbudowany mężczyzna właśnie szedł przez ulicę pośpiesznym krokiem. Jego szata powiewała na samym dole, tuż obok jego kostek zakrytych czarnymi butami. Obok niego szła drobna kobieta, rozglądająca się we wszystkie strony. Próbowała dorównać mu kroku, ale co chwilę stawała przez co starszy mężczyzna tylko ją pośpieszał szorstkim i nie przychylnym głosem. Oboje mieli zakryte twarze, jakby bali przyznać się do tego kim są. Albo kogo udają. Powoli zbliżali się do groźnie wyglądającej rezydencji utrzymanej w nieco gotyckim stylu. Mężczyzna pchnął do przodu czarną bramę i przepuszczając kobietę przez przejście prędko zmierzyli ku drzwiom wejściowym. Kobieta zastukała swoimi bladymi piąstkami o marmurowe drzwi. Czekali tam chwilę rozmawiając i mocno gestykulując aż drzwi zostały lekko uchylone a oni wślizgnęli się do środka.
- Za mną. - oznajmił inny męski głos. Oboje kiwnęli głowami i udali się za czarnowłosym mężczyzną, który prowadził ich przez długi korytarz z obwieszczonymi na ciemnych ścianach portretami z ludźmi, do ogromnego pomieszczenia z długim, okrągłym stole na środku pokoju. Stanęli u progu ze ledwo widocznym strachem na twarzach i wtem usłyszeli okropny głos.
- Cieszę się, że dotarliście.. Moi mili. - kobieta delikatnie podskoczyła w miejscu a mężczyzna ścisnął jej dłoń. Postać, która zasiadała na samym szczycie długości stołu tylko uśmiechnęła się mściwie i z satysfakcją na tę reakcję. Wiedziała, że się bali i wcale jej to nie przeszkadzało - a wręcz przeciwnie, podobało. Zaś kobieta po jej prawej, w strasznie roztrzepanych włosach i zapadniętych oczodołami stłumiła chichot.
- Zasiądźcie. - wysyczała, najprawdopodobniej najważniejsza w tym zgromadzeniu osoba.
Przybysze udali się powoli w stronę metalowych krzeseł i usiedli dokładnie obserwując wszystkim zebranych. Kobieta położyła swe dłonie na blacie stołu i zaczęła nerwowo stukać koniuszkami palców.Wiedziała że on ją obserwuje.
- Wszyscy są Panie. - oznajmił mężczyzna z długimi, czarnymi włosami.
Znów zapadła grobowa cisza, wszyscy czekali aż odezwie się Pan, lecz on tylko wpatrywał się w wystraszoną kobietę.
- Co Cię tak trapi, Narcyzo? - zapytał Pan, jadowitym głosem.
Narcyza uniosła swe zlęknione oczy na mężczyznę. Milczała, bez zamiaru odzewu.
- Nie powinnaś mnie ignorować. Nie swojego Pana. Zapytam jeszcze raz, co Cię trapi? - zadrwił.
Kobieta otworzyła szybko usta, ale zaraz je zamknęła. Nie była tu z jej chęci. Nie chciała tu być.
- N..Nic mnie nie trapi, Mój Panie. - wydukała z siebie patrząc bacznie na swe kolana.
Wszyscy usłyszeli zdawkowy śmiech.
- Tak też myślałem. - powiedział mężczyzna. - Ale dość tego, gdzie nasi bohaterzy?
Jak na zawołanie, drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem a do pomieszczenia wpadło dwóch mężczyzn. Mieli czarne, długie włosy jak i oczy. Kolor podtrzymywały ich szaty. Byli szalenie przystojni, ale wyglądali na zdenerwowanych i niezbyt przyjaznych. Pan uśmiechnął się sam do siebie a kobieta obok niego znów zachichotała. Jeden z właśnie przybyłych tylko obrzucił ją lekceważącym spojrzeniem, a to tylko podtrzymało ogień.
- No proszę, proszę. Zebrało się, kuzynostwo nieudaczników. Nawet nie wie...
- Dość Bellatrix. - krzyknął cicho Pan, a następnie zwrócił się do braci. - Usiądźcie.
Bracia zrobili to co im polecono siadając na wprost Pana i utkwili swe spojrzenia na nim.
- Możemy zaczynać. Zgromadziłem was ponieważ mam. - przerwał i zaśmiał się. - Wszyscy mamy, poważny problem. Walburga mimo swego wieku jest w ciąży. W czasie tego procesu podano jej pewien eliksir jako podarunek od dalekiego krewnego. A ta, naiwna kobieta.. Wypiła go. Najsilniejszy eliksir jaki jest. Jedyny taki na całym świecie. Zrobiony przez samego Nicolasa Flamela. Walburga umrze, nie zniesie magii tego eliksiru w takim stanie, jest po prostu za silny. Niestety, dziecko da radę i eliksir wpłynie na nie, nie na kobietę. Będzie żyło. I to właśnie w tym momencie pojawia się mój problem.
Nastała chwila milczenia, wszyscy słuchali tego co ma do powiedzenia ich Pan, a sam on był pogrążony w myślach.
- Domyślam się, po co to wszystko. Dziecko ma mnie zgładzić. Ma dać spokój wszystkim. To oczywiste, ale pomyślcie.. Gdyby ono było po mojej stronie. Byłbym niezwyciężony i..
- Nie. - odezwał się jeden z braci. - Moja siostra nie będzie śmierciożercą. Nie pozwalam na to.
- Więc będzie trzeba ją zabić. - powiedział jakiś inny mężczyzna a jemu zawtórowała większość zgromadzenia.
Bracia patrzyli na Pana z obrzydzeniem na twarzy i czekając na jego słowa.
- A więc to dziewczynka? - zapytał z szyderczym uśmiechem.
- Co Cię to obchodzi? - rzucił drugi brat.
- Więcej szacunku.. - wyszeptał Pan. - Nie zabiję tego dziecka, ogłupieliście czy co? Za dużo bym stracił..
Znów zatracił się w swych myślach. Wszyscy czekali z niepokojem.
- Daj jej wolność. - powiedział brat.
Pan nie odezwał się, dalej błądził w swym umyśle szukając odpowiedniego rozwiązania. Bracia bacznie siedzieli obserwując go. Napięcie rosło. W końcu uniósł głowę z tym uśmiechem.
- Nie zabiję jej Syriuszu. - wyszeptał. - Ona sama się zabije.
Bracia zesztywnieli i zrobili się cali czerwoni ze złości. Byli bezsilni. Nie wiedzieli co robić.
- Kim Ty myślisz, że jesteś by robić coś takiego?! - krzyknął na niego brat Syriusza.
- Jestem władcą i mogę podejmować takie decyzje. A ta decyzja, wbrew waszym pozorom jest fantastyczna. Powiedzmy, że w przyszłości będziemy trochę podobni. Ani ja, ani ona nie będziemy kochać.
- Jesteś okrutny. Nie możesz pozbawić jej tego najpiękniejszego i najsilniejszego uczucia. - uniósł się Syriusz.
- Blah, blah. To jedyne wyjście oprócz twego magicznego życzenia aby nie była zabita czy też była śmierciożercą! - krzyknął Pan.
- Dlaczego to? - zapytał Syriusz.
- Bo kara za tę zdradę musi być. A oto jej cena.
Zapadła cisza. Syriusz klął cicho pod nosem, a Bellatrix śmiała się.
- Więc jak mamy rozumieć to, że sama się zabije? - zapytał mężczyzna.
- Dobre pytanie Regulusie., a odpowiedź sama w sobie jest prosta. Będziemy podobni, ale nie do końca. Ona będzie mogła się zakochać, ale gdy to zrobi.. - okrutny uśmiech wpełzł na jego twarz. - Umrze.
- Decyzja należy do Was. - powiedział Pan.
Tego wieczoru cisza nastawała cały czas. A niepokój nie opuszczał wcale. Regulus schował twarz w dłonie. Byli zbyt roztrzęsieni by podejmować jakiekolwiek decyzje, a co dopiero takie.
- Nie pozwolę by moja siostra była wami. - wyszeptał Regulus. - Zgadzam się.
- Oszalałeś?! - Syriusz wstał patrząc na Regulusa.
Ten zaś go zignorował i nadal nawiązywał kontakt wzrokowy z uśmiechniętym Panem, który kiwnął głową.
- Kiedy? - zapytał drżącym tonem głosu.
- Zaraz po urodzeniu. - oblizał swoje wargi. - Gdy wasza siostra, wypowie słowa ,,Kocham Cię'' w kierunku swojej miłości wiecie co się stanie. Pilnujcie jej, a może przeżyje.
- Nie wierzę w to co robisz Regulusie. - wydukał z siebie Syriusz.
- To jedyne wyjście, nie rozumiesz?! - krzyknął na niego drugi.
Syriusz pokręcił głową i wyszedł z pomieszczenia mocno zamykając za sobą mosiężne drzwi.
- Zapłacisz mi za to. - rzucił Regulus i podążył w ślady brata.
W oczach Pana pojawił się błysk.
- Koniec spotkania.
*Regulus nie jest śmierciożercą i jak Syriusz - wyrzeka się swojej rodziny i umiera później niż normalnie.
ciekawie się zaczyna. Jak możesz informuj mnie na tt @luvmycon :)
OdpowiedzUsuńdobra, daj nowy już XD
OdpowiedzUsuńOKEJ. LUBIĘ LUBIE LUBIE KOCHAM TO.
OdpowiedzUsuń